MÓJ TYDZIEŃ




Hejo!
Właściwie, to powinnam znowu napisać ''moje dwa tygodnie'' ale odpuszczę wam to. Poprzedni tydzień(16-22.11) był tak dziwnie, skarnie różny, że aż wstyd o tym pisać :D Tak, zwyczajnie bycie Olką jest czasem skrajnie ciężkie :D Od euforii do jakiegoś stanu depresji. Przesilenie! Zrzućmy winę na przesilenie, albo na listopad, czy coś w tym guście, po co mam się doszukiwać problemu w sobie? No tak, tak! Tak byłoby łatwiej, ale niestety Misiaczki, wszysko zalezy od naszego nastawienia, a nie od miesiąca w którym przyszło nam w tej chwili funkcjonować. Pozwoliłam sobie troszeczkę pomarudzić, bo aż dziwnie żyło mi się w stanie <prawie> wiecznej euforii.
Tyle na temat poprzedniego tygodnia, Dodam później kilka zdjęć (musicie zobaczyć mój piękny tort!)





PONIEDZIAŁEK:
Po weekendzie w domu, totalnie odpuszczonym (urodziny- sami rozumiecie) wstałam z łóżka o 5:50 i już o 6:30 biegałam! 8km na nowy początek! :)
Uczelnia i jak to bywa- siłka o 19:00. OBWODOWY. Nawet brat zwrócił uwagę, że daj sobie w kość :D i dałam.






 WTOREK:

Nauka, nauka, nauka. Moim priorytetem w życiu jest uczelnia i jeśli wiem, że słaaabo z moją nauką, a zaraz (środa) kolokwium, to nic innego się nie liczy, tylko książki.








 ŚRODA:

Środa to dzień na uczelni. Wychodzę ok 7:00, w domu jestem jakoś ok 16:30 bardzo zmęczona. Rzuciłam wszystkie torby i miałam do wyboru- albo nic ze sobą nie robisz do końca dnia, albo chwilę odpoczywasz i działasz!
Wybrałam działanie! Mniej więcej o 18:20 poszłam biegać- 6,5km, szybko do domu. Przebrałam się i sru do piwnicy na siłownie! Klatka, biceps i abs (bez barków, bo podobno już mam za duże!)
Ała! Do teraz czuję ten trening!



 CZWARTEK:

Znowu wyszłam przed 7:00 a w domu byłam po 17:00 i znowu zmęczona! O 19:00 bratowa pyta czy idziemy na siłkę, a ja sama nie wiedziałam co chcę! 6.12 mam półmaraton, obawiam się go okropnie, wiec poszłam biegać! 15km męczarni. Sama nie wiem dlaczego. Ani to ciałem, sercem czy umysłem nie biegłam. Ambicja trzymała mnie na trasie, nic poza nią (no może spoko playlista).




 PIĄTEK:

Uczelnia, później powrót do rodzinnego domku, szybka ''kolacja'' i do  kina z miłością! ''Listy do M''










 SOBOTA:

Poranne 12,5km z mamą. Zimno! Tak, tak. Wracam z biegu cała zmarznięta. Cóż zrobić, taka natura :D Później wizyta u dentydty. Wyrywanie 7, zmęczyło mnie to okropnie i najchętniej cały dzień bym nic nie robiła (w sumie to nic nie robiłam) :)








NIEDZIELA:
Rodzinny wywiadzik na basenik. 80 długości kraulem. Powinnam ćwiczyć delfina, ale jakoś mi do tego chęci brak! Niedobrze.

 









PLAN ŻYWIENIOWY:
 
Ostatnio (dobra... czytaj od jakiegoś miesiąca) jest całkiem ciężko. Cukier rządzi moim światem. Bez problemu żyłam sobie przez rok, omijając szerokim łukiem piekarnie, cukiernie, pułki ze słodyczami, czekoladami itd. itd. aż tu nagle zaatakowało mnie ze wszystkich stron. Jeszcze nad tym panuję, staram się nie przesadzić, oraz powoli czyścic teren. Jestem w życiu długodystansowcem i wiem, że jak chce coś szybko zmienić, to jeszcze szybciej mi to nie wyjdzie. Dlatego powoli wracam do fasolowego cista! :D Leniuch ze mnie. Stawiam na szybciutkie dania i dlatego ''po co mam czekać na ciasto jak mogę je kupić'' STTTOOOOP! ''Nie kupię, bo moje jest 1000 razy lepsze!''







 


 


 



 
 
 



 
 




UZALEŻNIENIA?

Pieczywo. Pochłaniam codziennie co najmniej jedną kanapkę. Szybciutko mogę przekąsić coś  pysznego między zajęciami (a czasami naprawdę mam malutko czas).


CO NOWEGO?

BATONY BIAŁKOWE- sięgajcie po nie w ostateczności. Na uczelni mam ''sklep z koksami'' i w chwilach, gdy brakuje mi jedzenia postanawiam wypróbować kolejne smaki i firmy. TO JEST SAMA CHEMIA i nie za dobrze reaguje na mnie mój przewód pokarmowy, ale co tu dużo mówić, smaczne to one są :D

GO PROTEIN MARCEPANOWY

Marcepan kocham całym swoim sercem. Zbliżają się święta Bożego Narodzenia, wiec będzie mnie atakował ze sklepowych półeczek! A niech atakuje, wszystko jest dla ludzi. Wracając do batonika. Całkiem, bardzo przywozicie dobry. Smak przypominał mi snikerso-marsa a nie marcepan, ale zajadałam się nim. Głównym zadaniem takich białkowych ''przekąsek'' powinno być uczucie sytości po ich zjedzeniu. Dał radę.


CFM 34 BANANOWY I CZEKOLADOWY
Chociaż cena przyciąga (bo jak na ten rodzaj słodkości to przywita), tak smak nie powala i zdecydowanie brak uczucia sytości. Zdecydowanie polecam tylko i wyłącznie na ratunek przed kupieniem batona naładowanego węglami (czytaj marys, twixy snikersy) z dwojga złego lepiej zjeść więcej białka :D


CO POLECAM?
A może tak by o książkach. Przeczytałam 2: Bóg nigdy nie mruga oraz Kobieta w biegu. W pisaniu recenzji to ja raczej jestem kiepska, ale kilka słów wyduszę z siebie.

KOBIETA W BIEGU:


Bardzo luźna książka, idealna do czytania w SKM czy w tramwaju (nie do końca zatłoczonym, bo o 7:00 to człowiek myśli tylko jak oddychać, nie ma miejsca na książkę). Zrozumiałam, jak to mylę się w kwestii braku czasu i <może?>  ja to mam go w nadmiarze (tak, tak! postaram się piec te cista!). Opowieść o drodze jaką przeszła autorka, aby akceptować siebie i w pędzie życia nie zapomnieć o sobie i o swojej pasji. Bardzo podoba mi się podejście autorki do życia. Nie zatraca się w niczym, pamięta o swoich priorytetach i nie stara się za wszelką cenę być we wszystkim najlepsza. Równowaga w życiu! Jeśli jesteście ciekawi, jak to jest być pracującą na etacie matką, żoną, gospodynią domową oraz w tym wszystkim znaleźć czas na przygotowanie się do ultramontanu, sięgnijcie po tę pozycję.





BÓG NIGDY NIE MRUGA:



Ciężko odnieść mi się do tej książki. Wszyscy się nią zachwycają, polecają, dla niektórych jest to jedna z najlepszych pozycji, jakie w życiu przeczytali...

Jakby tu zacząć.

 Książka jest warta, aby stracić z nią kilka godzin z życia. Polecam ją szczególnie osobą, które szukają równowagi w życiu, które nie wiedzą co dalej ze sobą zrobić, czy takim, które w ogóle nie czują sensu w... niczym.
50 lekcji jak być szczęśliwym i spełnionym człowiekiem. Autorka nie chce pokazać, że ona jest idealna, wręcz przeciwnie, pokazuje wiele swoich słabości.

Każdy rozdział można nazwać niezależnym opowiadaniem. Po przeczytaniu myślę, że powinnam dawkować tę lekturę. Może codziennie jedna rada, zamiast chłonąc wszystkie na raz? Wiecie, jak to jest z książkami czysto psychologicznymi, które chcą nas nauczyć ''jak żyć''. Przeczytamy, przez tydzień staramy się wprowadzić w swoim życiu zmiany, a później wracamy do punktu w którym zaczynaliśmy.

Przeszkadzało mi bardzo, że wszędzie pojawiał się rak. Co chwila, ciocia, wujek, znajomy... chory na raka. Miałam wrażenie, że wszystko w życiu kręci się wokół tego, że tylko osoby chore są naprawdę szczęśliwe. Możliwe, że dopiero wtedy docenia się piękno życia, ale szczerze mówiąc, nie wiem czy to nie było tylko po to aby zagrać na emocjach. Jeszcze ludzie zaczną pragnąć, aby zachorować, ''bo tylko wtedy dostrzega piękno życia.'' To tylko moje czysto subiektywne wrażenie.

Polecam, ale warto dawkować sobie książkę. Powoli, przemyśleć każdą lekcję. Nie pochłaniać wszystkiego na raz. Uczyć się systematycznie dostrzegać piękno w każej sytuacji, jaka przydarzy nam się w życiu.

Sandy

Jestem studentką Wychowania Fizycznego na AWFiS w Gdańsku. W swoim życiu miewałam wiele przelotnych pasji, zainteresowań, hobby... jednakże wszystkie po pewnym czasie mijały. Miało to miejsce dopóki nie zaczęłam (głównie przez własne kompleksy) zajmować się sportem, zdrowym żywieniem i ogólnie pojmowanym zdrowym stylem życia. Od tamtej pory nie potrafię wyobrazić sobie swojego dnia bez małej porcji ćwiczeń, czy też biegów.

2 komentarze:

  1. Mam takie same odczucia co do książki "Bóg nigdy nie mruga". Oczywiście, zawiera wiele prawd i ujmuje naprawde wartościowe rzeczy, jednak jestem tego samego zdania :) Nie powala na kolana, jednym słowem.
    Korzystając z okazji chciałabym podziękować ci za twoją aktywność na instagramie czy tutaj :) Jesteś osobą na ktorej pragne sie wzorowac- tak samo uwielbiam sport! Wcześniej sie odchudzalam i teraz staram sie uzyskac równowagę, bo niestety schudlam za bardzo :/ Uczę się jak nie bac się dużo jeść :) DZIĘKUJĘ :)

    OdpowiedzUsuń